Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 202 715 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Mialo byc inaczej

wtorek, 17 marca 2009 23:48
 

Przyjaciel napisal mi (mam nadzieje, ze nie bedzie mial za zle, ze go cytuje, ale robie to bo naprawde jestem mu ogormnie wdzieczna): Czasem to tak jest.. nie wiadomo dlaczego ludzie chorują i nie wiadomo czy to dobrze czy źle, że odchodzą. (...)

W niedziele odeszla moja Babcia. Piec dni przed moim powrotem. Nie zdazylam jej pozegnac, widzialysmy sie ostatni raz w grudniu. Zastanawialam sie, czy nie zrobilam bledu wyjezdzajac na tak dlugo ale I tak juz na to za pozno. Jestem w Buenos ale dzis mnie to nie cieszy, ze jestem tak daleko od domu. Odechcialo mi sie wielu rzeczy I jeszcze bardziej zatesknilam za rodzina i przyjaciolmi, mimo ze Norma i Antonio wspaniale sie nami opiekuja. To minie, niedlugo, ale dzis na niewiele mam ochote.

Wyjdź z domu, poszukaj jakiegoś spokojnego miejsca, usiądź na ławce i opowiedz Babci co Ci się podoba, co widziałaś.

Dobry pomysl :) Jutro, ostatniego dnia w BA, pojade ze Stefem obejrzec La Boce. Tam mi sie bardzo podobalo juz w grudniu ale wtedy nie bylo czasu na wiecej. Minely trzy miesiace, prawie - Podobalo mi sie tez w Boliwii, szczegolnie na Salarze i w ekwadorskich hihglands. No i jeszcze masy wody w Iguazu, Torres del Paine w sloncu. I Cerro Torre o zachodzie. I waskie uliczki Vina del Mar i zwalajace z nog fale pacyfiku. I gorace zrodla w Chile. Dzieci w Ecuadores i kobiety w Villazonie. Wygodne hamaki i basen w San Ignacio... Dobra tez byla yerba mate w autostopie, slodkie nalesniki w Quito i giga lody w Valparaíso. I niekonczace sie podroze z múzyka w uszach i nosem przy szybie...

A zle mi bylo w drodze z Uyuni do granicy z Argentyna, zatrulam sie I mialam goraczke, a jeszcze rzeka zalala droge I musielismy przechodzic ja w brod a potem tloczyc sie w za malym busie. Nudzilam sie niemilosiernie czekajac na iles tam autobusow w zapadlych dziurach i upalnych dworcach, zmarzlam w deszczo-sniegu pod Fitz Royem. I te zarwane noce :/ Jeszcze kilka spraw by sie znalazlo..

Poznalam kilka fajnych osob, wlasciwie to bardzo fajnych! Marcina z zona, Maggie i Caro z rodzinami, Seana i Katie z usa, Mike-a z N.zelandii , Arika, Boaza i Ora z Izraela, dziewczyny z Finlandii. I dogadalismy sie jakos ze Stefanem ;) 

W czwartek wsiade w samolot i w piatek wyladuje w rzeczywistosci. A na razie ciagle jestem gdzies indziej.

(...) na pewno cieszy się, że jesteś tam gdzie jesteś i robisz to co robisz.. I nie zadawaj sobie pytań czy dobrze, że na tak długo wyjechałaś -dobrze, bardzo dobrze!
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (21) | dodaj komentarz

Powrot do korzeni czyli Buenos po trzech miesiacach

niedziela, 15 marca 2009 22:16
Jestesmy z powrotem w Buenos. Stef poszedl z Maggie na mecz Boca J., czekamy z Norma az wroca cali ;) Tymczasem ja zawalczylam z galeria zdjec z Iguazu i znowu mozna ja obejrzec.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (21) | dodaj komentarz

Missiones

piątek, 13 marca 2009 1:58
Wlasciwie przed chwila skonczylam ogladac w naszym hostelu Misje po hiszpansku (Stefan z pamieci zacytowal mi kilka dialogow a reszta byla raczej banalna do skumania) i jak na dwa dni mam juz dosc :) Wczoraj wieczorem ogladalismy ruiny San Ignacio i sluchalismy muzyki powaznej stojac na glownym placu dawnej misji. Mury byly podswitlone, w krzakach dzungli cos swierszczylo, bzykalo, gadalo i darlo sie, bylo 28 stopni i ksiezyc niemal w pelni. Czy trzeba pisac cos wiecej? Nie, wiec o wczorajszym koniec :)
A dzis rano znow poszlismy do tych samych ruin ale tym razem moglismy juz wejsc zupelnie do srodka, popsacerowac miedzy resztakmi domow, cmentarza, kosciola. W tych miejsch od 1610 do 1768 roku indianie Guarani budowali wraz z jezuitami ogromne jak na swoj typ zycia - spolecznosci, domy z kamieni, ogrody i sady, systemy nawadniajace, warsztaty ceramiki, stolarskie, artystyczne. W misjach chronili sie przed napadami brazylijskich bandeirantes ale i zmieniali przyzwyczajenia, porzucajac polowania na rzecz upraw. Jedni europejczycy chcieli im pomoc, ale drugim  (hiszpanom z portugslczykami) nie bardzo sie to podobalo mowiac w skrocie i pod koniec 18 wieku z 30 misji wtych okolicach wykosili absolutnie wszystkie. Zostalo po nich troche kamieni (misja Santa Ana) i fasady kosciolow (San Ignacio) zbudowanych z ceglano-piaskowych, pieknie zdobionych klocow...

W misjach bylismy do popoludnia i juz dluzej nam sie nie chcialo, 34 stopnie robia swoje. Do hostelu podwiezli nas wlosi, ktorych spotkalismy po drodze i juz o 17, z zimnym, litrowym piwem Quilmes, lezelismy nad basenem. To sie nazywaja wakacje ;)! Wogole fajowy ten nasz hostel, mieszka  wnim moze 8 osob jeszcze, sa hamaki, zielona trawka a chlopak z recepcji sam doniosl mi styropianowa oslone na piwo (b.dobry wynalazek, poznalam w brazylii, coby piwo zbytnio sie nie ogrzalo podczas picia:). A wieczorem oprocz filmu, pogralismy ze Stefanem w pilkarzyki (sromotnie przegralam, ale jakby na pewno powiedzial moj Tata, to barowa rozrywka a nie zaden sport ;) oraz w ping ponga (tym razem ja mu dokopalam :)). Bedzie mi tego brakowalo jak wroce do zimnej wawy. Ale co tam, jeszcze cale 7 dni upalow przed nami, nagrzejemy sie na zapas!

Jutro raniutko jedziemy na poludnie, przez Posadas do parku palm jakies 8h drogi stad, po drodze do Buenos. Jesli Maggie nie zapomni kupic nam biletow, w najblizsza niedziele na stadionie w La Boca pokibicujemy kultowym Boca Juniors. Moze byc goraco ;)
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (19) | dodaj komentarz

Brazylia ze skrzydlami

wtorek, 10 marca 2009 23:54
Przejechalismy dzis na druga strone granicy, na kilka godzin do Brazylii. Ja bylam tylko w parku ptakow ale to mi wystarczylo - takich dziobakow to w zyciu nie widzialam! Wszystko co mam do powiedzenia na ten temat jest w nowej galerii, choc niestety blog plata figle i niektore zdjecia przeszly z wodospadow iguzau a niektore moga sie nie pojawiac... ale moze sie uda.
Jutro jedziemy na poludnie, do ruin misji San Ignacio i z kazdym dniem zblizamy sie do Buenos. I juz oboje sie cieszymy, ze za 10 dni bedziemy mogli zobaczyc sie z wami na polskiej ziemi :) Postaramy sie przywiezc troche wiosny, bo u nas temepratury mocno letnie czyli po 30 stopni. Ale na pocieszenie - nie codziennie mamy slonce :))

ps. niestety galeria wariuje i nie ma wszystkich zdjec - najsmieszniejsze wrzucilam wiec na fejsbuka, tam je znajdziecie (ci co maja fejbuka ;)
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

Misja w Iguazu

wtorek, 10 marca 2009 0:13
Dzis pojde troche na latwizne i zamiast duzo pisac (bo oczy kleja mi sie od slonca) dolaczam duza galerie zdjec. Mysle, ze lepiej oddadza urok wodospadow :) Ale zanim je obejrzycie, wlaczcie film Misja, ten z Jeremy Ironsem. To te same miejsca, ta sama plaza, te same kamienie, po ktorych dzis chodzilismy, kapalismy sie i na ktore gapilismy sie przez caly dzien.
Wodospady sa niesamowite - z samego rana dotarlismy do Diablo, tego najwiekszego, ktory nie caly mozna bylo zobaczyc z powodu wszedzie unoszacej sie, wzbijanej w powietrze przez uderzenie, wody. Potem smieszna kolejka przejechalismy na nizsze, mniejsze ale bardziej urocze (bo cale w zieleni) wodospady San Martin - wygladaly jak biale wstazki na tle zielonych, pionowych skal. W poludnie zapakowalismy sie do motorowki i podjechalismy nieco blizej dwoch duzych w., zmoczylo nas dokumentnie, sternik mial spora frajde z robienia z podjezdzania pod lejaca sie wode dziobem lodki (na ktorej ja siedzsialam jako pierwsza). Ale bylo czadowo!!! Czulam sie jakby ktos lal mi na glowe rzeke :) Raptem po 12 minutach jednak frajda sie skonczyla, wyladowalismy na plazy, na ktorej w otoczeniu motyli wzielismy kapiel - woda ciepla, w powietrzu 30 stopni, takze bylo jak w raju. Z plazy po wysokich schodach doczlapalam na szczyt wyspy (choc Stef twierdzi, ze to tlyko polwysep) z widokiem na cale polkole w.Iguazu. A pod sam koniec wrocilismy jeszcze do Diablo, zeby zrobi kilka zdjec ze sloncem za plecami. Po drodze w rzece (szlismy metalowymi pomostami) natknelismy sie na wygrzewajacego sie krokodyla. Pierwsy raz w zyciu widzialam gada na dziko :) A na deser spotkalismy stada oposow, nasjlodszych stworzonek jakie widzialam od 3 miesiecy, z ogonami jak u szopo i przymilnymi jak male kotki (przymilnymi oczywiscie z powodu jedzenia, na ktore liczyly).
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (19) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Licznik odwiedzin:  15 190  

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Archiwum

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Podróż do Ameryki Południowej - Argentyna, Chile i Boliwia

Statystyki

Odwiedziny: 15190

Lubię to